Jak stać się tolerancyjnym? Czyli tęcza kontra biało-czerwona flaga.

Jest jedna skuteczna metoda nauczenia kogoś tolerancji.

Wyobraź sobie, że jesteś homoseksualny. Wiem, że nie jest to łatwe, ale postaraj się.

Wszyscy kochają swoich partnerów. Nie ze względu na seks, a za to jak na Ciebie patrzy, za to, że Cię wspiera, za to, że gdy inni mają Cię gdzieś, jemu/jej zależy na Tobie. Przegadujecie noce zamiast spać. Czujecie coś więcej niż potrzeba seksu. Czujecie bliskość. Wszyscy tak mają. Każda kobieta dla prawdziwej miłości jest gotowa zrobić wszystko. Każdy prawdziwy facet, wie czym jest miłość. 

Ale Ty przecież też wiesz.

Wszyscy mają prawo do szczęśliwego życia w miłości – Ty nie masz.

Wszyscy biorą śluby – Ty nie możesz.

Zadajesz sobie pytania:
Dlaczego Bóg mnie tak ukarał?
Dlaczego jestem inny i nic z tym nie mogę zrobić?
Mam całe życie udawać, że jestem kimś, kim nie jestem?

I udajesz. Przez pierwszych 20 lat swojego życia. Przez ten czas, za każdym razem czułeś się niekomfortowo przebierając się z chłopakami na WF-ie stając przodem do ściany. Twoje powściągliwe zachowanie drażniło wypełnionych testosteronem kumpli. Stałeś się ofiarą drwin i popychadłem. Dzieje się tak przez cały okres szkolny. Wszyscy wiedzą, że jesteś „jakiś inny”. Wyzywają Cię od „ciepłych”, „pedałów” i „ciot”. Gdziekolwiek nie pójdziesz obawiasz się, że ktoś odkryję Twój sekret, więc grasz jeszcze bardziej. Udajesz tak, aby nikt z nowego środowiska się nie zorientował.

Pewnego dnia po jednym z porannych wybuchów rozpaczy, stajesz przed lustrem w łazience ocierając łzy z oczu. 

Codziennie patrzysz na siebie z nienawiścią i odrazą. Brzydzisz się sam siebie. Najchętniej zakończyłbyś swoje życie ale nie masz odwagi. Jest jedna osoba, przez którą tego nie zrobisz.

Mama. 

Mama, która Cię bezgranicznie kocha, chociaż domyśla się jaki jesteś. Nigdy jej tego nie powiedziałeś, ale czujesz, że Ona wie.
Mama, która przekonuje Ojca, że powinien przestać próbować Cię uczynić „męskim” przez kary cielesne.
Mama, która rozumie Cię jak nikt inny. Kocha Cię bez względu na to, jakim jesteś. 

Nie znasz nikogo takiego jak ona.

Patrzysz sobie w oczy i szukasz wzroku jakim Mama na Ciebie patrzy. Pełnym miłości, tolerancji i zrozumienia. Nie znajdujesz go. Szukasz go codziennie. Chciałbyś pokochać to jakim jesteś, ale nie potrafisz. Świat Ci na to nie pozwala. Jesteś skazany na wieczne nieszczęście. 

„Rzeczywiście jestem?” – pytasz siebie.

Co mogę z tym zrobić? Nic.
Czy potrafię się zmienić? Nie.
Próbowałem wiele razy. Czy mam na to wpływ? Nie.

Masz dość i nagle coś w Tobie pęka.

Nagle zaczynasz rozumieć, że jedyną drogą do szczęścia, jest samoakceptacja. Musisz zaakceptować to, jaki jesteś. Nie możesz przejmować się opinią innych. To jest Twoje życie. Zasługujesz na szczęście. Każdy zasługuje. Musisz zacząć być sobą. Zbyt wiele razy myślałeś o samobójstwie. 

I przyznajesz to otwarcie.

Najpierw Mamie, która płacze, bo rozumie i cieszy się, że mówisz to otwarcie.
Chwilę po tym, płaczę, bo dochodzi do niej, że nigdy nie będzie miała biologicznych wnuków. Cieszy się i rozpacza jednocześnie. Ale kocha Cię i chce byś był szczęśliwy.

Później ludziom w szkole, którzy patrzą na Ciebie z odrazą. Dobrze wiedzieli, ale fakt, że Ty to zaakceptowałeś wprowadza ich w zakłopotanie. Już Cię nie dręczą, bo przecież nie ruszają Cię wyzwiska.
Tak, jestem „ciepły”. I co teraz? Coś jeszcze masz mi do powiedzenia?” – mówisz. – 
Jestem „ciepły” ale jestem lepszym człowiekiem od Ciebie. Nie krzywdzę innych. Pomagam ludziom i mimo swojej odmienności jestem znacznie lepszym człowiekiem niż Ty.

Ojcu nie powiedziałeś. Bałeś się, że wyrzuci Cię z domu, a masz jeszcze rok liceum. Poczekasz z tym do studiów. 

Liceum się kończy. Ostatnie 8 miesięcy było całkiem fajne. Wzrosła Twoja akceptacja samego siebie. Inni widzieli, że nic nie mogą zrobić, także przestali się z Tobą droczyć. Zakumplowałeś się nawet z kilkoma dziewczynami i… z jednym kumplem.

Okazało się, że nie przeszkadza mu Twoja orientacja, a jako jedyny interesujesz się snooker’em i macie wspólny temat.

Po jednej z domówek dowiadujesz się, że Twoim nowym znajomym nie przeszkadzało to, jaki jesteś, a to, że inni się z Ciebie śmiali. Zaczynasz rozumieć, że odpowiedni ludzie znajdą się sami; że świat nie jest taki zły. Musisz po prostu być sobą.

Wyjeżdżasz na studia. Do dużego miasta. Jest Ci jeszcze łatwiej. W Twojej grupie na studiach jest jeden „dupek”, który zaczyna kierować w Twoją stronę podteksty i obgadywać Cię. Nie wytrzymujesz. Na trzecich zajęciach, zaraz przez wejściem wykładowcy wstajesz i oznajmiasz: 

Jestem gejem. Jeżeli komuś to przeszkadza, to niech wsadzi sobie swoją opinię w d***. Nie po to męczyłem się 20 lat, popełniałem próby samobójcze i zmarnowałem pierwszy etap swojego życia, żeby teraz się przejmować takimi ludźmi. Nie wchodzę w Wasze życia, więc Wy nie wchodźcie w moje.

Wszyscy siedzą zamurowani. Twój główny oprawca też. Dalej się z Ciebie będzie naśmiewał, ale nikt nie będzie chciał go słuchać.

Dałeś wszystkim do myślenia. Po kilku zajęciach ludzie zaczynają Cię zapraszać do stolika na stołówce.
Zaimponowałeś wszystkim. Zaczynasz dostrzegać w ludziach wzrok, którym patrzyła na Ciebie Twoja mama. 

Nie obchodzi ich to, w jaki sposób sypiasz ze swoim chłopakiem.
Nie interesują ich Twoje preferencje seksualne. 

Nikogo nie krzywdzisz. Wręcz uszczęśliwiasz swojego chłopaka. Dajesz przykład innym, że nie należy przejmować się opinią innych. Tłumaczysz, że jest to jedyny przepis na szczęście.

W końcu jesteś szczęśliwy.
gay

Zjeżdżasz do domu na wakacje. Wiesz, że czekają Cię 3 miesiące codziennego życia z Mamą i Ojcem.

Po tygodniu postanawiasz mu powiedzieć. Schodzisz po schodach i widzisz Ojca. Wstał właśnie z kanapy i idzie w kierunku lodówki po piwo. Zawsze do meczu pije piwo. 

Zachodzisz mu drogę.

-„Tato…” – zaczynasz drżącym głosem. – „Muszę Ci coś powiedzieć.” – Twoje oczy wypełniają się łzami, a głos załamuje coraz bardziej.

Ojciec patrzy na Ciebie i domyśla się, co chcesz mu powiedzieć. Na jego twarzy pierwsza pojawia się złość. Brwi zaczynają się marszczyć, a serce bić tak mocno, że tętno widać na jego szyi. Tkwicie tak w spojrzeniu przez 5 sekund, które z Twojej perspektywy wydają się być wiecznością.

Jestem gejem.” – mówisz rozklejając się totalnie.

Przepraszam Tato. Jestem gejem i nic nie mogę z tym zrobić…” – wybuchasz płaczem wciąż stojąc metr od ojca, jednak już z twarzą w dłoniach.

Po kilku sekundach podnosisz wzrok pierwszy raz. Twój Ojciec dalej się nie rusza, ale na jego twarzy pojawia się inny wyraz twarzy.

Chyba zrozumiał. Łzy napływają mu do oczu. Złość przeradza się w bezradność i… miłość. Twój Ojciec Cię kocha i nie może z tym nic zrobić, tak samo jak Ty ze swoją orientacją.

Zaczyna płakać i przytula Cię.

– „Wiem Synu. Kocham Cię. Przepraszam za wszystko.

I płaczecie razem.

Wchodzi Mama, która na sam widok rzuca zakupy i podbiega do Was. Od razu wiedziała co się stało. Obejmuje Was oboje i wybucha płaczem.

Płaczem szczęścia.

Dla Ciebie jest to najwspanialszy moment Twojego życia. Druga najważniejsza osoba dla Ciebie w końcu Cię zaakceptowała.

W końcu jesteś wolny.
W końcu możesz być szczęśliwy.
Miłość znowu wygrała.

To opowiadanie ma nauczyć Cię, że nie masz wpływu na to, kim się rodzisz.
Zanim następnym razem zaczniesz oceniać, odpowiedz sobie na pytanie: 

„Co jeżeli moje dziecko urodzi się homoseksualne?”

Co jeżeli przyjdzie Ci przyjąć rolę Ojca lub Matki z tekstu powyżej?
Co zrobisz wtedy?
Dalej będziesz przeciwny tolerancji?

No właśnie…

W związku z ustawą, która pozwala na legalne małżeństwa par homoseksualnych w USA, miliony osób na całym świecie wyraża swoje poparcie dla par gejowskich. Oczywiście istnieje też druga strona barykady.

Niczego tak nie cierpię jak braku tolerancji.

Patrzenie na kogoś przez pryzmat stosunku seksualnego jest dla mnie na takim poziomie jak ocenianie za kolor skóry, wyznanie czy płeć. Bo jakim prawem oceniamy ludzi, z perspektywy czegoś, na co nie mają wpływu?

Homoseksualista nie wybiera.

Nie jest to ani „moda”, ani świadomy wybór tych ludzi.
To, że będą się ukrywać nie zmieni Waszego życia na lepsze.
To, że MUSZĄ się ukrywać, sprawia, że ich życie to istny koszmar.

Na całym świecie, wszyscy najwięksi artyści i zwykli ludzie ustawiają sobie na portalu Facebook miniaturkę w kolorach tęczy.

W Polsce ludzie zaczynają ustawiać sobie miniaturkę z flagą Polski.
W mojej opinii, sprowadzanie (tak, sprowadzanie w dół, bardzo w dół) symbolu flagi Polski do symbolu braku tolerancji jest smutne.

Dlatego moja miniaturka będzie wyglądała tak.

miniaturka

Życzę Wam, abyście zrozumieli, że ocenianie przez pryzmat nie tylko preferencji seksualnych, ale każdego objawu „inności”, sprawia, że nasz świat staje się gorszym miejscem.

Walczmy o to, aby każdym na tym świecie, kto nie krzywdzi innych, mógł żyć takim życiem, na jakie ma ochotę.

Poza tym, to i tak do nas przyjdzie. Pary homoseksualne będą legalne u nas w Polsce też i to w przeciągu kilku-kilkunastu lat i przeciwnicy nic z tym nie poradzą.

Homoseksualistów z tego powodu nie zrobi się naglę więcej. Będzie ich tyle samo i uwierzcie mi, są to normalni ludzie, którzy tak jak my chcą prowadzić spokojne życie.
To MY im w tym przeszkadzamy, a nie Oni nam.

W pełni Polak, patriota i człowiek kochający ludzi,
Kamil Bełz.

PS. Obejrzyjcie ten film.

***************************
Czekasz na kolejny wpis ?
Daj mi znać w komentarzu tutaj lub na moim profilu Facebook: http://www.facebook.com/belzkamil

Jak odróżnić krytykę od „hejtu”? Czyli jak oceniać innych i dawać feedback.

Każdy przejmuje się krytyką i hejtem. Bez wyjątku. Jeżeli jest ktoś, kto mówi, że się nie przejmuje, to okłamuje innych, a przede wszystkim siebie.

Nasze emocje nie pozwalają nam przejść obojętnie wobec negatywnej opinii innych osób. Jako istoty stadne szukamy akceptacji i pochwał, dzięki których rośniemy w siłę, a unikamy odrzucenia i krytyki, które nas przybijają do ziemi.

hate (2)

W jaki sposób odróżniać hejt od krytyki?

Granica pomiędzy hejtem, a krytyką niestety jest ciężka do zauważenia. Jakbym miał zdefiniować hejt i krytykę, to biorąc przykład fryzjerstwa, hejt brzmiałby:
„Ale masz idiotyczną fryzurę.”

Natomiast konstruktywna krytyka, byłaby wypowiedziana przez zawodowego fryzjera i brzmiałaby:
„Człowieku! Co Ty masz na głowie. Chodź, za 40 zł zrobię Ci fryzurę, która poprawi Twój wygląd!”

Może być również wypowiedziana przez osobę ze świetną fryzurą zrobioną u profesjonalisty i brzmiałaby:
„Człowieku! Co Ty masz na głowie. Masz wizytówkę do mojego fryzjera. Za 40 zł zrobi Ci fryzurę, która poprawi Twój wygląd!”

Widzisz różnice?

Po 1.
Konstruktywna krytyka/feedback może przyjść tylko i wyłącznie od SPECJALISTY w danej dziedzinie lub ODBIORCY z dobrymi intencjami, który nas do tego specjalisty zaprowadzi.

Po 2.
Ktoś naprawdę musi tej krytyki OCZEKIWAĆ, bo dlaczego osoba z „dziwną” dla nas fryzurą nie może odpowiedzieć: „Spadaj. Mi się podoba jak jest.

Po 3.
Osoba krytykująca powinna dać od razu instrukcję, alternatywę i możliwość zmiany na lepsze.

Jak krytykować tak, aby pomagać ocenianemu?

Ten sposób oceny nazywa się „kanapka feedback’owa”. Jak się domyślacie składa się ona z 3 warstw.

  1. Pozytywny wstęp.
  2. Krytyka.
  3. Motywujące zakończenie z rozwiązaniem problemu.

Idąc przykładem fryzjerstwa, używając „kanapki feedback’owej” krytyka wyglądałaby tak:

„Zawsze podziwiałem Twoją odwagę (1) co do fryzur ale nie jestem przekonany (2) czy ta akurat Ci pasuje. Masz wizytówkę, tu jest ktoś, kto na pewno sprosta Twoim wysokim wymaganiom (3) i sprawi, że będziesz wyglądał(a) jeszcze lepiej!”

  1. Podziw.
  2. Krytyka.
  3. Rozwiązanie problemu i podbudowanie wartości odbiorcy.

Przyznasz, że brzmi to znacznie lepiej niż: „Ale masz okropną fryzurę!” lub „Ale z Ciebie dziwadło!” To już jest hejt. Niestety ale hejt bardzo jest wpisany w naszą codzienność i nie jest łatwo się go wzybyć. 

Z kolei „kanapka” pozwoliła Ci:

– wyrazić swoją opinię
– dała satysfakcję, bo możesz zmienić życie Twojego odbiorcy na lepsze
– dodatkowo zbudowałeś zaufanie w osobie ocenianej.

Oceniana osoba:

– czuje się podbudowana, bo postrzegasz ją jako osobę odważną
– otrzymała rozwiązanie swojego problemu

Sami przyznacie, że nie jest to trudne do opanowania, a na pewno poprawiłoby komfort oceniania innych i zdecydowanie pozbyło się z nas „hejterstwa”, które niestety ale mamy w genach.

Narzekanie to cecha Polaków znana na całym świecie i to w naszej intencji jest zmiana tej cechy na lepsze!

Ja osobiście nie pamiętam kiedy ostatnio użyłem „łapki w dół” na YouTube, napisałem negatywny komentarz na Facebook’u czy wypowiedziałem się krytycznie na temat obcej mi osoby.
Wychodzę z założenia, że jeżeli już mam się wypowiedzieć na dany temat, muszę naprawdę dobrze go rozpoznać. Muszę czuć się SPECJALISTĄ.

Za każdym razem, gdy widzę coś, co mnie zniesmaczy, zadziwi lub nawet przestraszy, po prostu klikam czerwony krzyżyk w rogu i przechodzę obojętnie.
Najprawdopodobniej ten content po prostu nie jest dla mnie i szkoda mojego czasu, a tym bardziej czasu osoby ocenianej na czytanie moich wypocin.

Negatywne ocenianie z reguły jest efektem frustracji.
„Hejt” czy krytyka to efekt nadmiaru wolnego czasu i reakcja na zbyt niski poziom samoświadomości, samorealizacji i samokontroli nad własnym życiem.

Jestem przekonany, że świat byłby lepszym miejscem, gdyby „kanapka feedback’owa” była tak popularna jak BigMac, jednak póki co efekt owczego pędu dominuje nie tylko w świecie marketingu, ale również w świecie kreowania opinii.

Oczywiście, jestem pełen optymizmu i widzę, jak szybko rozwijamy się w tej dziedzinie. Kiedyś negatywne ocenianie będzie tak archaicznym zachowaniem jak stereotyp, że „bogaty, to na pewno kradnie”.

Życzę Wam, abyście od dzisiaj przestali krytykować innych, a zaczęli krytykować siebie.
Jest to najlepsze lekarstwo na hejt i najskuteczniejsza recepta na sukces.

Powodzenia,

k.

***************************
Czekasz na kolejny wpis ?
Daj mi znać w komentarzu tutaj lub na moim profilu Facebook: http://www.facebook.com/belzkamil

Jak należy się zachowywać w pociągu? (6 zasad)

Naprawdę bardzo lubię podróże pociągami. Biorąc pod uwagę ogrom nienawiści kierowany do PKP jest to naprawdę dziwne, ale jeżeli mam wybór pomiędzy samochodem, a pociągiem – zawsze wybieram pociąg.
Jednak pociągi jak i wszystkie inne środku komunikacji mają też swoje gorsze strony.
Tutaj je bezczelnie wypunktuję i mam nadzieję, że zmienię chociaż kilkoro z Was.

Po 1.
Nie rozmawiamy w pociągu przez telefon.

490461-a0279fc8-0198-11e4-aaf7-dc6e5517e581
Oczywiście, krótka, kilkuminutowa rozmowa półgłosem, jeżeli konieczna, jest jak najbardziej dopuszczalna. 
Często musimy poinformować czekające na nas osoby o której będziemy, w którym mieście i dlaczego akurat nasz pociąg się spóźnia.

Nie mniej jednak rozmowy dłuższe są niedopuszczalne.

Siedzę właśnie w pociągu z Wrocławia do Żar. Mam za sobą ponad 6 godzin nauki i intensywny 3-godzinny egzamin. Muszę napisać 6 maili i przygotować się na jutrzejsze szkolenie. Mam na to całkiem sporo czasu, bo pociąg jedzie 3 godziny.
Niestety. Miejsce na przeciwko zostało zajęte przez Panią, którą delikatnie można określić gadułą.
Kochani.
Pociąg jest miejscem publicznym i rozmowy inne niż na szczeblu informacyjnym/zawodowym są dowodem braku wychowania i braku empatii.

Postawcie się w jej miejscu. Ona bawi się świetnie i czas na pewno jej szybko zleci.
A teraz postawcie się na moim miejscu. Minęło 20 minut i mam dość.

Żyjemy w czasach technologii. Możesz pisać smsy, Snapy, klikać na Facebook’u poprzez laptopa (w pociągu masz kontakty, a internet w telefonie) i robić wiece innych pasjonujących rzeczy. Rozmawianie kilkadziesiąt minut przez telefon o „ploteczkach” w miejscu, na którym jestem na Ciebie skazany, dowodzi, że nie masz w sobie za grosz szacunku do innych.
Proszę. Nie róbcie tego.

Pociąg jest miejscem, w którym:

  1. Czytasz książkę.
  2. Komunikujesz się z innymi wiadomościami (sms, Snapchat, Facebook itp.)
  3. Starasz się być JAK NAJMNIEJ inwazyjnym dla innych.


Po 2.
Nie stawiajcie swoich rzeczy na fotelach.

po 2

Ten nawyk wziął się chyba od naszych babć i dziadków, którzy stawiali swoje zakupy na sąsiednich siedzeniach w autobusach.
Nie mieli samochodów, a nie wolno przecież kłaść jedzenia na ziemi czy podłodze! TO GRZECH!

Teraz jednak grzechem to już nie jest. Jak masz bułkę w torebce wielkości mojej torby podróżnej, to na podłodze jej się nic nie stanie, a przechadzając się wzdłuż pociągu, wygląda to czasami tak, jakby wszystkie sąsiednie miejsca były „zajęte”. I rzeczywiście, przez te torby trzeba pytać.

– Zajęte?
– Nie.

– Można?
– 
Tak

– Wolne tutaj?
– Jasne.

I się nie dziwię. Sam bym kładł walizki, bo biorąc pod uwagę z jakim dyskomfortem często wiąże się współdzielenie z kimś podróży, to zdaje się być dobrym rozwiązaniem.
Ludzie podświadomie tych miejsc unikają, jednak tworzy to błędne koło.

Ustalmy coś.

Jeżeli będziemy zachowywali kulturę z „Po 1.” to nikt walizek nie będzi układał na siedzeniach, chyba, że rzeczywiście „Zajęte.”

Po 3.
Dbaj o higienę.

po 3

Jeżeli podróżujesz, dopilnuj aby Twoje ciało nie wydzielało zniechęcającego zapachu. Jest wiele środków na nadmierne pocenie, a najlepszym z nich jest woda z mydłem.
Czyste ciało potrzebuje sporo czasu, żeby zaczęło wydzielać nieciekawy zapach, a niestety, mimo tego, że jest to rzadkością – zdarza się.

Co gorsza, konsekwencji tego nie doświadczają tylko „sąsiedzi”, a z reguły cały przedział.

Tworzy się napięcie, bo nawet jak zwrócimy uwagę, to przecież Pan (czasem nawet Pani) w pociągu pod prysznic nie wskoczy, także nie ma sensu robić przykrości, jednak nie zmniejsza to naszego dyskomfortu.

Po 4.
Nie denerwuj się.

po 4

Jeżeli pociąg się spóźnia, to z przyczyn technicznych. Nie jest to wina motorniczego czy kontrolera. Wyrzucanie swojej frustracji w ich kierunku nic nie zmieni.

Jeżeli ktoś jest w pociągu z dzieckiem, które się „drze” wniebogłosy, a Ty zwracasz uwagę, obracasz oczami i prosisz mamę, aby uciszyła dzieciątko, to wprowadzasz nerwową atmosferę, którą odczuwamy my wszyscy.

Dziecko ma prawo do płaczu.
Mama zawsze robi co może.

Po 5.
Bądź dobrym rodzicem.

po 5

Karanie dziecka w miejscu publicznym, straszenie innymi pasażerami („Patrz jak ten Pan na Ciebie patrzy. Bądź grzeczny, bo Cię zabierze!”) czy wymierzanie kar cielesnych (zdarzyło się) może odbić się bardzo mocno na psychice Twojej pociechy.

Nie obchodzi mnie jak zły dzień masz, rodzicu. Jeżeli podnosisz rękę na swoje dziecko, zawszę zwracam uwagę. Nie obchodzi mnie, że „nie wypada”. Przemoc jest najgłupszą metodą jaką możesz stosować, a jeżeli jesteś w stanie zrobić to w miejscu publicznym, to jeden Bóg wie, co może się wyprawiać w domu.

To akurat tyczy się każdego miejsca, ale w pociągu zdarza się niepokojąco często.

Po 6.
UŻYWAJ SŁUCHAWEK.

po 6

To jest najgorsze.
Miałem to podpiąć pod pierwszy punkt, jednak to zasługuje na dodatkowe wyróżnienie.

Puszczanie muzyki z telefonu, laptopa czy tabletu to szczyt prostactwa i nie boję się użyć tego słowa.

Pamiętam jak kilka miesięcy temu, pewien chłopak puszczał uliczny rap ze swojego telefonu, który roznosił się na pół pociągu. Jak pewnie się domyślacie, co drugie słowo rozpoczynało się na „k…”, „ch…” i „p…”, jednocześnie z anty-policyjnym przekazem.

Nie mam nic do takiej muzyki i rozumiem zapotrzebowanie, jednak w tym skrajnym przypadku Pani siedząca obok mnie, w podeszłym wieku, po 30 minutach takiego „prawilnego” przekazu, o mały włos nie zeszła na zawał.

I nie zrozum mnie źle. Dla mnie może być to nawet Justin Bieber czy Katy Perry.

Słuchawki są ogólnodostępne i dadzą Ci o wiele lepszą jakość dźwięku niż wbudowany głośnik w Twoim smartfonie.

To by było na tyle.

Uwierzcie mi, że dzięki tym zasadom, żyłoby nam się wszystkim lepiej. Są to rzeczy, które w „wielkim świecie” są codziennością i warto mieć to na uwadze.

Mam nadzieję, że przeczyta to jak największa ilość osób i jeżeli się ze mną zgadzacie, proszę Was o rozpowszechnienie tej wiedzy i najzwyklejsze „zwracanie uwagi”.

Jedna Wasza bardzo delikatna sugestia może zmienić postępowanie nie tylko „gaduły”, „smrodka„, „rodzica„, a ludzi, którzy w okół niego siedzą.
Taki przekaz rozprzestrzenia się bardzo szybko i mimo wielkiego postępu w ciągu kilku ostatnich lat, mamy jeszcze dużo do nadrobienia.

Mimo wszystko kocham pociągi i mam nadzieję, że dzięki temu postowi pokocham je jeszcze bardziej.

Pozdrawiam,

k.

PS. A czy Wy macie jakieś jeszcze zachowania, które są nie na miejscu w komunikacji? Piszcie w komentarzach. Jestem ciekawy Waszej opinii. 

Dlaczego telewizja umarła, a Facebook umiera? Co będzie następne?

Dzisiaj mam Ci do przekazania jeden z najważniejszych faktów, który już w przeciągu kilku następnych lat zmieni zupełnie Twoje i nasze życie.

TELEWIZJA UMIERA.

Właściwie już umarła. Spójrzcie na pokolenie Z (urodzone po 1990 roku).
5-latek zapytany do czego służy telewizor, odpowiada: „Do gier i do przeglądania zdjęć.” I ma rację.

death-of-tv-david-attenborough

Większość dzieci z pokolenia Z nie zna świata analogowego.
Urodzili się w erze smartfonów, Internetu, mediów społecznościowych, aplikacji i gier. Nie znają „trzepaka”, „gry w chowanego” czy „w klasy”.
Druzgocące? Tak.

Co więcej, w momencie, gdy powiem Ci, że jeszcze 6-7 lat temu nie miałeś konta na Instagramie, Facebook’u czy Snapchat i rzeczywiście uświadomisz sobie jak krótki jest to okres czasu i że te aplikacje za kilka lat też zginą, najprawdopodobniej dopiero do Ciebie dotrze jak ten świat zapie*dala.

Tak. Zapie*dala.
Innego słowa tu nie mogę użyć.

Już nawet ja jako człowiek z rocznika 92′ nie oglądam telewizji wcale.
Puste programy kierowane do szerokiej publiczności (czyli tak właściwie do nikogo), wiadomości wypełnione negatywnym przekazem nie mającym zupełnie wpływu na nasze życie i przerwy na reklamy, które utrzymują stacje telewizyjne.

No właśnie. Reklamy. Zaraz do tego wrócę.

Gdy powiedziałem mojemu tacie, że telewizja umiera, mocno się sfrustrował.
Usłyszałem kilka pytań: „To gdzie będziesz oglądał sport? Filmy z rodziną? Programy rozrywkowe?
Odpowiedź na każde z tych pytań była jedna:
W INTERNECIE.”

No dobra… – zaczął. – A jak sobie wyobrażasz, że rodzina ogląda wspólny film siedząc przed laptopem?

Widzicie? I to nie jest jego wina. Tak został wychowany. Taka była rzeczywistość i do tego jest przyzwyczajony. Mówiąc „telewizja” nie mam na myśli wyświetlacza, ekranu czy samego telewizora.
Mam na myśli platformę, w której w określonym czasie wyświetlane są konkretne programy przerywane mieszanką zupełnie niesprecyzowanych co do odbiorcy reklam.
Dla niego telewizja to odbiornik + content. Od razu, automatycznie.

Film wypożyczę przez internet i podłączę do telewizora laptopa.
Sport też oglądnę na stream’ie, a programy rozrywkowe mojego pokolenia już nie rozrywają. – powiedziałem szczerze i zdecydowanie.
Telewizja i tak nie umrze. – kontynuował z nosem na kwintę.
Telewizja umrze razem z Wami. Zobaczysz… – po tym jak powiedziałem to zdanie, zrobiło się trochę niezręcznie, ale to była prawda.

Na koniec zadałem mu jedno pytanie, które otworzyło mu oczy:

– Tato, kiedy ostatnio w trakcie oglądania programu rozrywkowego typu „You Can Dance”, „Taniec z Gwiazdami” czy „Kuba Wojewódzki”, gdzie oglądalność jest największa, a reklamy horrendalnie drogie, oglądałeś reklamy rzeczywiście NIE PRZEWIJAJĄC ich dzięki możliwością swojego dekodera?
No tak… Nie pamiętam. Zawsze przewijam. Nawet jak nie przewijam, to idę się wykąpać albo zaparzyć herbatę. – przyznaje.
No właśnie. A dobrze wiesz, że telewizja utrzymuje się właśnie dzięki reklamom i tylko przez brak tej świadomości wśród właścicieli wielkich firm, te reklamy są tam wciąż wyświetlane. – powiedziałem znowu mocnym i zdecydowanym głosem.
Masz rację synu. – kiwnął głową, poklepał mnie po ramieniu, po czym do rozmowy wtrąciła się mama:
Świat się zmienia Mirek. Nic z tym nie zrobisz.

No i na tym skończyliśmy.
Ale wróćmy do tematu.

Cholera, nikt nie ogląda telewizji, a jeżeli nawet ją ogląda, to nie ogląda reklam! Niestety dinozaury o tym nie wiedzą. Nie są tego świadomi i to się zmieni. Przez to telewizja umrze i nigdy nie powróci.

I tutaj nadchodzi czas na drugi etap, czyli „telewizję” pokolenia Z.
Internet w tych czasach jest telewizją. Niestety reklamy na YouTube wciąż są tak nisko opłacane przez reklamodawców, że YouTuberzy muszą uciekać się do metod pośrednich, czyli lokowania produktów czy sprzedaż ubrań.

To przez brak świadomości tego, w którym kierunku zmierza ten świat, miliardy korporacyjnych złotych rocznie są wyrzucane w błoto.

Wkurza mnie to.
Wkurza, bo twórcy internetowi zasługują na większe zarobki, na więcej uwagi, chociażby przez to, że jest to klasyczny WIN-WIN.

Łatwiej jest określić grupę odbiorców danego contentu, bo wiemy (dzięki Google Analythics) kto ogląda programy internetowe, jakie ma zainteresowania i czy interesuje go nowy Lexus, czy raczej lalka Barbie.
Wiemy to. Technologia nam na to pozwala.
Telewizja nie.

Podsumowując, żeby osiągać sukcesy w biznesie, marketingu czy generalnie social media, musimy iść z duchem czasu.
Tu już nie chodzi tylko o zarabianie pieniędzy czy biznes.
To jest nasze życie. Nasza codzienność.

Wspomnicie ten artykuł już bardzo niedługo. Podejrzewam, że w przeciągu 10 lat będę mógł to wrzucić na portal X (bo Facebook umrze w przeciągu 5 lat) z dopiskiem „A NIE MÓWIŁEM?” i wtedy przyznacie mi racje.

Szybko jeszcze o Facebooku.
Pamiętacie serwis Fotka.pl?

fotka
Od tego się zaczęła moja przygoda z Social Media i na pewno wielu z Was. Wrzucało się zdjęcia, inni oceniali, były rankingi, można było zaczepić, napisać – fajnie.
Do momentu, w którym nie pojawiły się opłaty za „gwiazdki”, opłaty, żeby być w rankingu i reklamy.

Marketingowcy zabili ten serwis tak skutecznie, że wszyscy przenieśli się na portal Nasza-Klasa.pl.

To było coś!
Nie licząc tych samych funkcji, można było jeszcze zapisać się do klasy, tworzyć fora, komentować zdjęcia, komunikować się – super.
I znowu wtargnął sztab marketingowców wprowadzają opłaty za „gwiazdki”, reklamy i inne.
Najwidoczniej nie wyciągnęli wniosków z wcześniejszego portalu.
Poza tym na naszej-klasie zaczęli pojawiać się nasi rodzice, co sprawiało, że przestawało to już być modne, cool i trzeba było stamtąd spie*dalać, bo zdjęcia z wakacji, nowych samochodów, jedzenia i dzieci (czyli nasze też) zalewały portal.

Poza tym jak tu wrzucić zdjęcie z piwem, skoro MAMA PACZY?

No i pojawił się Facebook.
Wiecie do czego dążę, prawda?
Nie wkurzają Was linki „sponsorowane”, coraz bardziej nachalne reklamy i coraz większy napływ użytkowników z nalepką „NASI RODZICE„?
Co więcej!
Powoli sami wkraczamy w ten etap.
Wiecie co mam na myśli?

Te wszystkie zdjęcia z wesel, pierwszych kroczków, wspólnych wakacji, pierwszych domów i samochodów.
Powoli, my, jako górna granica pokolenia Z też stajemy się „RODZICAMI”.
A raczej wielu z nas się stało i zaczyna nas (tych co nimi nie są) delikatnie mówiąc wkurzać.

I tak popyt na nowy serwis po Facebook’u pojawił się momentalnie, bo w ciągu kilku lat.
Teraz nawet Instagram nie jest modny. Modny jest Snapchat.

Coraz bardziej skupiamy się na życiu chwilą niż na sentymentach i taka jest prawda.
Nie chcemy dokumentować. Chcemy brnąć do przodu i zostawiać przeszłość za sobą. Takie jest pokolenie Z.
YOLO.

Przeglądanie mediów społecznościowych na laptopie też umiera.
Laptop będzie służył do pracy. Niedługo Internetu będziemy używali już tylko i wyłącznie na smartfonach.

Nie wierzysz?

Ile razy złapałeś się na tym, że mimo tego, że siedziałeś na laptopie, pisałeś z kimś na Facebook’u lub wysyłałeś Snapa ze swojego smartfona?
Ile razy czytałeś i odpisywałeś na maila z komórki, mając laptopa na kolanach?
Ile razy dzwoniłeś ze Skype z telefonu mając w domu komputer?

facebook_messenger_update_iphone_6_hero
Odpowiedzi udziel sobie sam.

Świat rozwija się szybciej niż nam się wydaje i są to przemyślenia do których skłoniła mnie jedna z konferencji technologicznych w Chinach z takimi ludźmi jak Elon Musk i Bill Gates.

Kilka lat temu śmialiśmy się z filmów „Ja, Robot” czy „Terminator”, a teraz dwaj najpotężniejsi technologicznie ludzie rozmawiają o tym, czy przypadkiem nie zwolnić tempa, bo ważniejsze od rozwoju sztucznej inteligencji, jest jej KONTROLA, a niestety nasz mózg działa na bardzo starym oprogramowaniu.

Tak jak przy wgrywaniu na nowy komputer starego software’u ciągle go ulepszamy, upgrade’ujemy, tak dziecko rodzi się bez danych, które zapisał nasz mózg.
Uczy się od nowa jak chodzić, jak mówić, jak jeść.

Sztuczna inteligencja tego nie musi robić. Ona nie cofa się w rozwoju, tylko nieustannie rozwija, dlatego kontrola powinna być priorytetem.

Pozdrawiam,
k.

Link do konferencji:

Inspiracja do napisania tego bloga:

***************************
Czekasz na kolejny wpis ?
Daj mi znać w komentarzu tutaj lub na moim profilu Facebook: http://www.facebook.com/belzkamil