Dlaczego nie warto oglądać wiadomości i jak zmieniać świat?

– „Słyszałeś o tym samolocie?” – zapytała bliska mi osoba. – „Pilot popełnił samobójstwo i zabił 150 osób…”
– „Wiesz, są miejsca na ziemi gdzie dziennie ginie tyle osób.” – zacząłem dokładnie wiedząc na czym skończę, a skończyłem mniej więcej tak...

Po prostu nie oglądam i nie słucham o rzeczach, na które bezpośrednio nie mam wpływu, a gdzieś tam zaprzątają mi głowę. To nie o to chodzi, że mnie to nie obchodzi, ale wiem, że i tak nic nie mogę z tym zrobić. Dlatego skupiam się na swoim otoczeniu, bo każde wielkie zmiany zaczynają się od jednostek, które właśnie skupiają się na sobie.

kropla1

Wyobraź sobie kręgi na wodzie, które robi spadająca kropla.
Spada jedna kropla i robi krąg, który rozprzestrzenia się po wodzie.
Kropla musi się skupić na sobie, by była większa, żeby kręgi zmieniły się w fale.
W innym przypadku, nawet jak będzie leciało tysiące kropel, jedna po drugiej, nic to nie zmieni. Wciąż będą to tylko kręgi.

Kobieta, która mi to napisała, też nie jest tylko zwykłą kroplą. W przeciągu kilku dni zmieniła zupełnie moje nastawienie. Pobudziła rządzę sukcesu.
Mimo wcześniejszych tysięcy wiadomości, setek kropel, dopiero Ona wpłynęła tak, jak rzeczywiście powinna. Była falą, a nie tylko kolejnym kręgiem.

Tsunami

W tym krótkim wpisie chciałbym, abyście zrozumieli, że każdy z nas rodzi się kroplą. Małą, niewinną istotą, która jest nieskazitelnie czysta i ma nieograniczone możliwości rozwoju. Pamiętajcie jednak, że bycie kroplą to etap, który powinien przeminąć. Tworzenie kręgów w pewnym etapie naszego życia to zdecydowanie za mały. Musicie rosnąć, rozwijać się i sprawić, by Wasze kręgi przerodziły się w fale i zmieniały Wasze otoczenie na lepsze z siłą tsunami.

Tego Wam życzę,
k.
man_vs__tsunami-wallpaper-800x600

Soundtrack:

***************************
Chcesz więcej?
Kanał YouTube: https://www.youtube.com/kamilbelztv
Facebook: http://www.facebook.com/belzkamil

Dlaczego nie wierzę w „szczęście”?

I
Miałeś szczęście!
– usłyszałem wiele razy od wielu ludzi.
Za każdym razem opinia bycia „szczęśliwcem” jest wygłaszana przez innych w momencie, gdy widać już tylko nasz efekt końcowy.
Ludzie nie wiedzą, że za każdym razem poświęcam olbrzymią ilość czasu, by osiągnąć swój cel.

Szczęście?” – pytam. – „Masz na myśli ślepy traf, który został spowodowany przez wiele zdarzeń nie mających ze sobą nic wspólnego? Nie znam takiego szczęścia.

shmlk

Moje szczęście to efekt mojej pracy. Jest zaplanowane, wykreowane i zrealizowane przez setki, ba, tysiące godzin ciężkiej pracy i walki z samym sobą.

Szczęście jest dobre w momencie, gdy traktujemy je nie jako zjawisko, a jako emocję.

Takie szczęście znam!
Czuję się szczęśliwy, że klient mając do wyboru trzy inne firmy, wybrał mnie.
Jestem szczęśliwy, że jest piękna pogoda, bo ponad 2 miesiące temu zarezerwowałem nocleg nad morzem.
Mam szczęście, że codziennie mogę budzić się obok osoby, którą kocham.

Jednak nie jest to efekt przypadku.
Klient wybrał mnie, bo jako jedyny byłem profesjonalistą w każdym calu. Wyglądałem profesjonalnie, miałem większy zakres wiedzy i wzbudzałem sympatię. Wszystko to, dzięki szkoleniom, książkom i wielu przygotowaniom.
To nie było szczęście. Bylem przygotowany.

Pogoda jest piękna, bo zarezerwowałem nocleg we Włoszech i to w czasie, w którym przez ostatnie 10 lat panowały największe upały. Wspomogłem to „szczęście” wiedzą i odpowiednim research’em.
To nie było szczęście. Miałem wiedzę na ten temat.

Obok mnie leży (a raczej będzie) osoba, którą nie wygrałem na loterii, a kobieta, która interesuje się rozwojem osobistym, jest pewna siebie i realizuje się nawet wtedy, gdy mnie przy niej nie ma. Jest niezależnym organizmem, tak jak ja, jednak przyciągnęło nas wspólne podejście do życia, pasja i ambicja.
To nie było szczęście. Byłem sobą, nie oszukiwałem od początku do końca, dlatego znalazłem kogoś, przy kim szczęście jest naturalne i wychodzi bez wysiłku.

Życzę Ci szczęścia, jednak nie tego z przypadku, a zaplanowanego. Szczęścia, które będzie efektem Twojej pracy; które będzie przejawiało się emocją, uczuciem satysfakcji i samorealizacji. Znajduj to szczęście w każdej chwili swojego życia.
Doceniaj to, co masz i uszczęśliwiaj innych przy każdej możliwej okazji, robiąc jednocześnie to, co kochasz.
To jest prawdziwe szczęście.

II
A co w przypadku, gdy wierzę w szczęście (przypadek)?

To bardzo proste. Twoje życie wymyka Ci się spod kontroli.
Jeżeli nie jesteś „Panem swojego losu” i jedynie reagujesz na to, co przyniesie Ci los, jesteś tak zwaną chorągiewką.
Chorągiewką na wietrze, której podejście do życia i ukierunkowanie mentalne jest zależne od prędkości i kierunku wiatru.
Wtedy otoczenie definiuje Ciebie, jednak nie na poziomie świadomego dobierania ludzi, którzy Cię otaczają, a zupełnie przypadkowego zrządzenia losu.

Zastanów się, dlaczego ludzie lubią wierzyć w „szczęście” i żyć złudzeniami?
Jest to najprostsze, co można zrobić. Żyć z dnia na dzień, zrzucać odpowiedzialność za swoje życie na innych ludzi, na kraj, system, polityków, nie robiąc ze swoim życiem nic.
Szczytem jest odrobina inicjatywy w postaci puszczenia kuponu w „Lotka”.
Tyle, że podejście chorągiewki nawet w tej kategorii stawia Cię na przegranej pozycji.
Nie bez przyczyny według statystyk około 95% loteryjnych milionerów po roku staje się bankrutami.
Kupują dom, samochód, wakacje życia i pieniądze znikają.

KAŻDY, kto jest kreatorem swojego losu, wie, że pieniądze mają na siebie zarabiać. Rozmnażać się. Generować kolejne.
Każdy większy przypływ gotówki, ma być inwestycją.
Dopiero nadwyżka z tej inwestycji może zostać wydana na „przyjemności”.
Dam Ci na to świetną metodę.

przychody

Jednak inwestycja wiąże się z zobowiązaniem, odpowiedzialnością. Bo otwarcie restauracji, salonu urody, czy jakiegokolwiek biznesu wiąże się z zaangażowaniem.
A tego chorągiewki unikają.

Życzę Ci więc, abyś nie był chorągiewką, a wiatrem.
Ukierunkowanym tak, jak zechcesz i tak mocnym, jak tylko jest to potrzebne, by ukierunkować jak najwięcej chorągiewek. Pamiętaj, że bycie chorągiewką może być dobre, o ile wiatr wieje w odpowiednim kierunku.

Powodzenia,
Wiatr.

Soundtrack:

***************************
Czekasz na kolejny wpis ?
Daj mi znać w komentarzu tutaj lub na moim profilu Facebook: http://www.facebook.com/belzkamil

Po co zarabiamy pieniądze?

No właśnie.

Ostatnio złapał mnie dół. Nie zdarza mi się to często, bo przez swój zakres wiedzy o psychologii, znam szereg technik pomagających z tego doła wyjść dosłownie w kilka minut. Ale nie tym razem.

Miałem świetne zamówienie. Naprawdę poczułem w końcu, że moje prawie roczne przygotowania odnośnie firmy zostały docenione i w 2 dni zarobiłem 4 000 zł.
Dla faceta w moim wieku jest to niesamowity wynik, jednak nie w tym problem.

Problem znalazł się w momencie, gdy radość z samych pieniędzy trwała dokładnie 10 minut. Schowałem je do walizki, pojechałem do banku, wpłaciłem na konto i stały się niczym innym jak numerkiem. Cyferkami.

Dlaczego? Dlatego, bo nawet nie miałem z kim wydać tych pieniędzy. Fakt, przez ostatnie 2 miesiące opłaciłem ZUS, kupiłem sobie studio nagrań, siłownię, jednak to wszystko nie wypełni pewnej pustki, którą czuję.
Brakuje mi miłości.

Mocne słowa, wiem. Jednak żyjąc w swoim zwariowanym świecie, gdzie prowadzę firmę, studiuję, ćwiczę, nagrywam płytę i motywuję innych do działania, gdzieś chwilowo musiałem się zatrzymać. Czasem trzeba wcisnąć „STOP”, rozejrzeć się, pomyśleć.

Mówią, że nie da się robić wszystkiego na raz.
Mówią, że energia rozproszona na wiele zajęć nie przynosi skutków.
Mówią, że nie jesteś w stanie osiągać sukcesów na każdej płaszczyźnie.

Ja wam powiem, że to kłamstwa. Jestem w stanie.
Problem polega na tym, że nie mam wystarczającej ilości źródeł energii. Dlatego potrzebna jest miłość.

Kobieta, która będzie podziwiała to, co robię.
Ktoś, kto zrozumie, że nie śpię w nocy, bo mam projekt do zrobienia i obudzi mnie o 13:00  następnego dnia pełna uśmiechu i ciepła.
Kogoś, kto będzie motywatorem i inspiracją jednocześnie.

Tak więc jestem tu, z olbrzymimi możliwościami, zarabiania naprawdę wielkich pieniędzy, a przez ostatni tydzień leżę (chory) w łóżku i zastanawiam się po co.
Po co zarabiać, skoro nie ma na kogo tych pieniędzy wydawać?
Łatwość z jaką mogę je zarabiać spowodowała, że przestałem traktować je jako cel sam w sobie. Potrzebuję czegoś więcej. Emocji wydawania ich. Nie ciągłych inwestycji ale przepuszczania ich czysto dla przyjemności. Tak, żeby głód rósł.

Piszę to, żeby powiedzieć sobie wprost:
Jeżeli chcesz mieć cudowną kobietę, Królową w Twoim zamku – sam musisz być Królem.
Więc tak. Moim celem jest teraz stać się Królem, bo planuję mieć niesamowite życie, jednak by to się stało, potrzebuję swojej Królowej już teraz.

Wiecie czego się boję?
Że pewnego dnia już nie będę mógł być pewny nowych znajomości. Coraz mniej jestem ich pewny nawet teraz. To normalne, że oceniamy ludzi przez pryzmat tego, co robią i nie ma w tym nic złego, jednak co w przypadku, gdy ludzie których poznajesz mają do zaoferowania znacznie mniej od Ciebie? Co jeżeli traktują Cię jako „windę”?

Przecież nie ma w tym nic złego. Pomaganie innym to wręcz podstawa szczęścia.
Jeżeli chcesz mieć coraz więcej, to zacznij czuć potrzebę wydawania większej ilości pieniędzy. Proste.

Nie chcę być bogaty dlatego, żeby patrzeć na cyferki na koncie.
Chcę być bogaty, by zapewnić cudowne życie mojej rodzinie, moim dzieciom, ludziom, których kocham.

Drogą podsumowania:
1. Nie ma sensu zarabiania pieniędzy, jeżeli nie masz z kim ich wydawać.
2. Mogą Ci zabrać wszystko co masz, ale nie odbiorą Ci tego kim jesteś i co osiągnąłeś.
3. Żadna ilość pieniędzy nie wypełni pustki, którą masz w sercu.

Jeżeli to czytasz, to pamiętaj, że potrzebuję impulsu. Nie mów mi, że wystarczy nam to, co mamy.
Masz być moją motywacją. Mieć odwagę skarcić mnie za lenistwo. Mieć siłę, by wyciągnąć z dołka i być na tyle pewna siebie, by podwyższać mi poprzeczkę z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, tak, bym nigdy nie czuł sytości, a cały czas był głodny życia.
Życia z Tobą.

kb.

Soundtrack:

***************************
Czekasz na kolejny wpis ?
Daj mi znać w komentarzu tutaj lub na moim profilu Facebook: http://www.facebook.com/belzkamil

„Kurwogodzina”, czyli najbardziej szlachetna jednostka czasu pracy.

Kurwogodzina (1 kurwogodzina = 1kh) – najbardziej szlachetna jednostka czasu pracy wynaleziona przez Kamila Bełz w 2015 roku. 1 kurwogodzina równa jest 1 godzinie wkurwiającej roboczogodziny. Specjaliści wyróżniają sytuacje, gdzie czas może dłużyć się na tyle mocno, że 1 kurwogodzina jest w stanie trwać 3 roboczogodziny.
Szlachetność tej jednostki robocizny pochodzi od wyzwalania w człowieku szacunku do pieniądza i pragnienia niezależności zawodowej. W trakcie kurwogodzin pracy człowiek potrafi przemyśleć całe swoje życie i dojść do wniosków, które nigdy nie przyszłyby mu do głowy w stanie pierwotnym.
Najczęściej występowanie kurwogodzin następuje w momencie, gdy dzień pracy trwa od 10-14 godzin na dobę, jednak istnieją ludzie, którzy kurwogodziny potrafią odczuwać nawet po kilku minutach.
Kurwogodziny zalecane są w wieku dojrzewania jak i początku kariery zawodowej. Kreują one charakter, wyzwalają wielkie pokłady ambicji i odwagi w młodym człowieku. Pozwalają poznać najskrytsze marzenia i niejednokrotnie wyznaczyły jedyny słuszny cel w dążeniu do samorealizacji.

jsw_annoying2

Wymyśliłem tę definicję dzisiaj po 14h walki z samym sobą. Lubię to co robię, jednak „kurwogodziny” zdarzają się każdemu i dobrze.
Warto je mieć. Kto ich nie doświadczył, nie wie czym jest prawdziwe życie.
Życzę Wam, aby w Waszym życiu było ich jak najmniej, ale za to w najważniejszych momentach Waszego życia.

k.

Dlaczego nosimy folie ochronne ? Czyli inaczej o strefie komfortu.

No właśnie…
Zadałem sobie to pytanie patrząc na swój telefon. Moja folia na wyświetlaczu zdecydowanie nie nadaje się już do użytku.
Bąble powietrza, rysy, zadrapania, aż zniechęcają za każdym razem gdy sięgam po telefon.
Stąd też pomysł, żeby kupić kolejną, jednak takie rzeczy mają to do siebie, że lubią wypadać z głowy i tak już borykam się z tą folią drugi miesiąc, aż nagle wydarzyło się co następuje…

Siadam do książki „Zasady Canfielda„, bo jeszcze jej nie skończyłem i zanim biorę się za lekturę, siedzę i rozmyślam. Coś jest nie tak.
Zabunkrowałem się od kilku dni w swojej strefie komfortu i nie chce mi się podejmować nowych wyzwań.
Działam bardzo ostrożnie i zapobiegawczo. Nie ryzykuję, nie walczę, nie mam motywacji do działania.
Jest dobrze jak jest i w sumie więcej mi w życiu nie potrzeba, ale męczy mnie mój brak ambicji, bo znam jej psychologiczny aspekt i wiem do czego prowadzi.

pobrane

Więc tak biję się sam ze sobą szukając rozwiązania, po czym zupełnie bez powodu sięgam po telefon.

Patrzę na znienawidzoną folię i myślę sobie tak…
Po co ja ją w ogóle naklejam ?!
Na co słyszę głos w mojej głowie: „Mechanizm „ostrożności” i „dmuchania na zimne” nikogo do niczego nie doprowadził. Założyłem tę folię w celach ochronnych mojego wyświetlacza. Z tego powodu wyświetlany obraz jak i panel dotykowy utracił na jakości, a to wszystko kosztem tego, że mógłby się zarysować.
No ale przecież jak nałożę na niego folię, która tych rys zgromadzi więcej i tak będę się patrzył przez te rysy na ekran. WIĘC PO CO MI TA FOLIA ?!”

Żeby sprzedać telefon za wyższą cenę. – pojawił się drugi głos w mojej głowie. – Z folią telefon jest bardziej atrakcyjny dla potencjalnego kupującego.
Aha. – mówi ten pierwszy. – Czyli założyłem tę folię, po to, by sprzedać telefon za wyższą cenę o jakieś 50-100 zł. Czy te 50-100 zł są warte tego, żeby męczyć się codziennie przez kilka miesięcy odbierając sobie pełne właściwości ekranu ?

I nagle coś do mnie dotarło.
Folia okazała się metaforyczną przekładnią strefy komfortu. Zabezpieczeniem, gwarancją bezpieczeństwa i brak rys na ekranach naszego życia.

Tyle, że właśnie te rysy, sprawiają, że się uczymy. 
Uczymy się nie kłaść telefonu ekranem do dołu, uczymy się nie wkładać kluczy do tej samej kieszeni, uczymy się dbać i doceniać to, jakie korzyści przynosi nam ekran wysokiej jakości.
Tak samo jest w życiu. Opakowani w „folie” stref komfortu nigdy nie nauczylibyśmy się jazdy na rowerze, nie otworzylibyśmy własnej firmy ani nie podjęli ryzyka w żadnej z dziedzin naszego życia.
BA ! Nie nauczylibyśmy się nawet CHODZIĆ !

Jak chcesz być bogaty skoro na swoim telefonie wartym 800 zł nosisz FOLIĘ OCHRONNĄ ? – krzyczałem w sobie do siebie. – Przecież obiecałeś sobie nowego iPhone’a w tym roku. Obiecałeś sobie rzeczy tak wielkie, a siedzisz tu i przejmujesz się ryską na telefonie !

Walić to.

Nie zastanawiałem się długo. Oderwałem folię, a razem z nią wiele, wiele wątpliwości związanych z moim życiem.

Jak to jest, że czasami zupełnie jedna, nie mająca, wydawałoby się,  żadnego znaczenia czynność może nas zmienić zupełnie.

Nagle moje wątpliwości zostały rozwiane.
Przypomniało mi się kim chcę być i co chcę osiągnąć.
Pamiętam wszystkie swoje obietnice i cele, które sobie obrałem.
Pamiętam, jak to właśnie za każdym razem, gdy byłem „bez folii” podejmowałem najbardziej ryzykowne i, jak się później okazało, NAJLEPSZE i NAJWAŻNIEJSZE decyzje w moim życiu !

Tak oto się tutaj znalazłem.
Po dłuuugiej przerwie wróciłem na bloga podzielić się z Wami tą myślą, bo zmieniła ona we mnie naprawdę dużo i to w kilka sekund.
Mój apel do Was ?
ZERWIJCIE SWOJE FOLIE.

Zacznijcie od ekranów swoich telefonów, a skończcie na swoim życiu.
W innym wypadku będziecie doświadczać podróży z przed telewizora, związków z portalów plotkarskich, a sukcesu z opowieści innych.
Tego Wam życzę,
k.

***************************
Czekasz na kolejny wpis ?
Daj mi znać w komentarzu tutaj lub na moim profilu Facebook:http://www.facebook.com/belzkamil